Co przekonało Pana do podjęcia pracy właśnie w Polonii
Warszawa? Co zobaczył Pan w tym klubie, że uznał Pan, że to jest dobre miejsce
na kolejny etap swojej kariery?
Łukasz Dziergowski, trener KKS Polonii Warszawa: - Zdecydowało kilka czynników, ale ten
najważniejszy to chęć rozwoju. Lubię szukać nowych rozwiązań i od ostatniego
rozegranego meczu mam dziesiątki notatek i przemyśleń. Śledzę trendy, zdobywam
doświadczenia, podglądam, podpatruję, nie lubię stać w miejscu. A Polonia to
innowacyjny klub z dużymi aspiracjami, zarządzany przez odważnych ludzi. Ważna
była dla mnie rozmowa z Tomkiem Jaremkiewiczem, bo bardzo go cenię i cieszę się
ogromnie, że nasze spojrzenie na koszykówkę było zbieżne. Trzecim aspektem była
wizja ambitnych celów klubu na najbliższe sezony. A czwartym... piękna historia
Polonii i jej dziedzictwo.
Przychodzi Pan do nowego klubu, nowego zespołu i
jednocześnie przeprowadza się do Warszawy. Jak wyglądały pierwsze tygodnie tej
zmiany? Co było najłatwiejsze, a co okazało się większym wyzwaniem, niż Pan
zakładał?
- W zasadzie aklimatyzacja przeszła gładko. No, może nasz
prawie 18-letni pies może mieć inne zdanie, bo dla niej to była największa
zmiana i całkiem niedawno, pod naszą nieobecność w domu, postanowiła urządzić
koncert na balkonie…. Na szczęście udało się ją jakoś usprawiedliwić przed
panią posterunkową. Najważniejsi są jednak ludzie, a Warszawiacy i wszyscy, z
którymi do tej pory się zetknąłem są bardzo mili, otwarci i pomocni.
Kiedy buduje Pan drużynę od podstaw, czego przede wszystkim
Pan szuka? Jakie cechy musi mieć zawodnik, żeby pasował do Pana pomysłu na
Polonię - zarówno sportowo, jak i charakterologicznie?
- Jestem dumny, bo z Tomkiem Jaremkiewiczem zebraliśmy grupę
bardzo ambitnych, pracowitych i naprawdę zdolnych chłopaków. Podstawą w
budowaniu zespołu na pewno jest otwartość tych zawodników na nowe rzeczy,
akceptowanie swojej roli w zespole i podejście "team first".
Trenowalność jest ważna, ale dla mnie bardzo liczy się też inicjatywa. Nigdy
nie zabijam instynktu zawodnika i jestem otwarty na sugestie. W końcu w
interesie wszystkich jest to, żeby wygrał zespół.
W koszykówce można mieć bardzo dobrych indywidualnie
zawodników, ale nie zawsze oznacza to dobrą drużynę. Jak ważne przy budowie
tego zespołu było dla Pana to, żeby zawodnicy po prostu do siebie pasowali?
- To absolutnie najważniejsza sprawa. Taktyka to 20%
sukcesu, 80% to atmosfera wewnątrz zespołu. Obserwuję chłopaków od dwóch
tygodni i już widzę fajne, zdrowe relacje. Nikt się nie oszczędza, nikt nie ma
statusu gwiazdy, nikt nie udaje. Każdy jest traktowany tak samo. Wiadomo, że
zmierzamy w kierunku podziału ról, ale każdy w tej drużynie jest i będzie tak
samo ważny. Ostatnio byłem niesamowicie zaskoczony, ale też szczerze dumny z
tego, że jeden z naszych graczy po treningu podziękował koledze za to, że ten
bronił go na 200% możliwości. Dzięki takiej postawie na boisku i poza nim
będziemy po prostu lepsi.
Jakiej koszykówki chce Pan nauczyć ten zespół? Gdyby miał
Pan opisać styl Polonii komuś, kto jeszcze nie widział jej meczu, jakie trzy
rzeczy powinien mieć w głowie?
- Będziemy walczyć. Zawsze i do ostatnich sekund meczu. Gra
Polonii będzie szybka i agresywna. Obiecuję, że pojawią się też nowe, świeże
koncepty.
Nowy zespół potrzebuje czasu, żeby zacząć funkcjonować jako jedna drużyna. Na
czym będziecie pracować w pierwszych tygodniach sezonu i po czym pozna Pan, że
zespół zaczyna działać tak, jak Pan sobie wyobrażał?
- W pierwszych tygodniach dostosowujemy się do pracy naszego
motoryka, Piotrka Stankiewicza. Wykonuje świetną robotę i mam do niego ogromne
zaufanie. Widzę po reakcjach zawodników, że jest zmęczenie, ale też zrozumienie
potrzeby i celowości tego wysiłku. W części koszykarskiej pracowaliśmy na razie
nad fundamentami defensywnymi i nauką systemu obrony i ataku.
Jaki cel postawił Pan przed zespołem na ten sezon? I czy
jest różnica między celem, który stawia Pan drużynie publicznie, a tym, który
ma Pan w głowie jako trener?
- Lubię ambitne cele i na pewno takie też przedstawię
zespołowi, gdy będzie bliżej pierwszego meczu. Na razie naszym celem jest
zbudowanie drużyny i podział ról. Wiem, że kiedy będziemy się skupiać na małych
rzeczach, to te duże same przyjdą. Ale kiedy patrzę na moich zawodników, na to,
jak pracują, to w moich myślach zaczyna rodzić się idea „dream big”!
Załóżmy, że spotykamy się ponownie po ostatnim meczu sezonu.
Co musi się wydarzyć, żeby powiedział Pan: „To był dla nas naprawdę dobry
sezon”? Czy chodzi tylko o wynik?
- Jeśli zespół do końca trzyma się razem, to dla trenera już
jest to powód do wielkiej dumy. Wynik jest ważny, bo za niego będą nas chwalić
lub krytykować. To sport. Ale my musimy trzymać się naszych zasad i filozofii.
Wyniki nie przychodzą znikąd, są efektem długiego procesu. Znamy zespoły z
wieloma gwiazdami, które nie osiągały niczego. Dlatego dla mnie, poza wynikiem
w tabeli, ważna będzie jedność zespołu i to, czy wszyscy w nim poczuli
odpowiedzialność za drużynę.
Polonia ma bardzo mocną warszawską tożsamość i historię. Czy dla Pana jako
trenera to tylko element otoczki klubu, czy coś, co może realnie wpływać na
drużynę i jej funkcjonowanie?
- Interesuję się historią i choć jestem tu dopiero od dwóch tygodni,
to już zwiedziłem Powązki, Muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum Polin. Mijam
codziennie historyczne miejsca, o których potem czytam, żeby wiedzieć więcej.
Nawet hala przy Konwiktorskiej, na której dzisiaj trenujemy, ma swoją tragiczną
historię z 1944 roku. Obok widziałem też pomnik upamiętniający przebiegający
tam mur Getta Warszawskiego. To nie jest otoczka. To dziedzictwo tego klubu, to
nasze korzenie. Ktoś, kto jest jego członkiem, nie może tu przychodzić, tylko
po to, żeby „odbić kartę na zakładzie”. Będę to zawsze podkreślał w rozmowach z
zawodnikami.
Trenerzy często mówią o koszykówce, ale rzadziej o sobie. Co
robi Pan, kiedy kończy się trening i nie trzeba już myśleć o taktyce? Jak
wygląda Pana Warszawa poza halą?
- Na razie jeszcze mało tych wolnych chwil, bo myśli zawsze wracają do tego, co można zrobić inaczej, lepiej, bardziej na treningu. Ale jak już się wyłączę, to staramy się z żoną poznać lepiej Warszawę. Szukamy ciekawych miejsc - takich, gdzie jest pięknie, pysznie, niekoniecznie turystycznie. Mamy już całą listę do odhaczenia! A, no i może w końcu spróbujemy tej matchy… (śmiech).